Czy gmina zapłaci?

October 11th, 2001

Rodzice 7-letniego Pawełka Kozioła domagają się od gminy Olszyna Lubańska 400 tys. zł odszkodowania i comiesięcznej renty dla dziecka. Chłopiec uległ wypadkowi na szkolnym boisku i stracił nogę. Przed sądem okręgowym rozpoczął się wczoraj proces w tej sprawie.

Wypadek zdarzył się dwa lata temu na szkolnym boisku w Biedrzychowicach.
Wielki betonowy słup, stanowiący część ogrodzenia, spadł na nogę Pawła.
Mieszkamy w budynku szkoły – opowiada Anna Kozioł. – Tego dnia zbierałam się do wyjścia z synkiem z domu. Ubrałam go w kurtkę i poprosiłam, żeby poczekał na dworze. Był z nim jego kolega, Daniel. Po kilku minutach przybiegł ten kolega i powiedział, że Paweł leży na ziemi i płacze. Kiedy przybiegłam na miejsce, zobaczyłam synka obok zwalonego, wielkiego słupa. – Wzięłam go na ręce i wtedy zauważyłam, że lewa nóżka zwisa bezwładnie – wspomina ze łzami Anna Kozioł.
Pawełek szybko trafił do wrocławskiego szpitala, gdzie lekarze musieli amputować nogę powyżej kolana.
Wójt obiecał…
Właścicielem szkoły i terenu wokół niej jest gmina Olszyna Lubańska. Wójt, Leszek Leśko, zaraz po tragedii oferował pomoc rodzinie.
- Minęły dwa lata, a gmina w żaden sposób nie zrealizowała swojej obietnicy – mówią rozgoryczeni Koziołowie. – Kiedy zaczęliśmy się domagać oszkodowania, wójt zarzekał się, że gmina zapłaci, ale potrzebny jest do tego wyrok sądu. Kiedy założyliśmy sprawę, gmina wynajęła adwokata, który… zażądał oddalenia pozwu. Jakby tego było mało, pani mecenas wniosła o zapłatę przez nas 6 tys. złotych kosztów procesowych, a przecież wójt wie, że ledwo wiążemy koniec z końcem!

Proces
Na wczorajszej rozprawie sąd przesłuchał matkę dziecka, która z płaczem opowiadała o tragicznych wydarzeniach. Kolejny termin wyznaczono w listopadzie.

- Odbyła się dopiero pierwsza rozprawa. Sąd wysłuchał tylko argumentów jednej strony. Nie było jeszcze nawet mowy o sumie odszkodowania. Nie chcę teraz się na ten temat wypowiadać – powiedział nam wójt L. Leśko.

Autor artykułu: (BOB-CG)

Karp gigant

October 11th, 2001

- Złapałem ośmiokilowego karpia! – zadzwonił do nas uradowany czytelnik. Czy to możliwe?

- Jestem pod wrażeniem – powiedział nam pracownik Stawów Milickich w Rudzie Sułowskiej. – Największe karpie złowione w naszych wodach ważyły około 5-6 kg. Ten to prawdziwy gigant.
W stawach hodowlanych duże osobniki trzyma się w osobnych zbiornikach. – One zrywają wędki! – mówi fachowiec. Więc jak udało się utrzymać takiego olbrzyma naszemu czytelnikowi? – Jeżeli mówił prawdę, to musiał mieć spore umiejętności i dobry sprzęt. Albo bardzo dużo szczęścia – słyszę.
Nawet w czasie zawodów organizowanych przez Stawy Milickie bardzo rzadko zdarzają się tak duże osobniki. – Ośmiokilowy sum, nawet szczupak – to rozumiem, ale taki karp trafia się raz na tysiąc – mówi pracownik hodowli.

Autor artykułu: (MR)

Lekcja futbolu

October 10th, 2001

Piłkarze Polaru przegrali na własnym stadionie z Amiką Wronki 0:4 w 1/16 Pucharu Polski i odpadli z dalszych rozgrywek. Wrocławianie tylko momentami dotrzymywali kroku renomowanemu rywalowi i przegrali zasłużenie, co przyznał trener Polaru, Ryszard Urbanek.

Początek spotkania nie zapowiadał tak wysokiej przegranej polarowców. Gospodarze nawet przez pierwsze minuty meczu sprawiali lepsze wrażenie od piłkarzy Amiki, którzy nie chcieli chyba angażować wszystkich sił w to spotkanie. O ile jednak miejscowym wychodziła gra w tyłach, to nie potrafili stworzyć żadnej groźnej sytuacji pod bramką strzeżoną przez Grzegorza Szamotulskiego. Dość powiedzieć, że pierwszy celny strzał piłkarze z Zakrzowa oddali w 57 min meczu. Goście z kolei po pierwszych, dość sennych, minutach grali coraz lepiej. W 20 min. stworzyli groźną sytuację, ale Grzegorz Król zbyt długo zwlekał z oddaniem strzału. Ale już chwilę później było 1:0 dla Amiki. Jacek Dembiński dokładnie zagrał w pole karne do Tomasza Dawidowskiego, a ten celnym strzałem w długi róg, nie dał szans Tomaszowi Hryńczukowi. Po stracie bramki zawodnicy Polaru próbowali zaatakować, ale wciąż niewiele wychodziło im w ofensywie.
Po zmianie stron goście od początku mocno zaatakowali i już po 5 minutach podwyższyli wynik spotkania. Znów w rolach głównych wystąpiła dwójka Dembiński – Dawidowski, a ten drugi strzelił swojego kolejnego gola w meczu. W 57 minucie bliski strzelenia honorowego gola dla gospodarzy był Tomasz Nakielski, ale jego uderzenie z ok. 30 metrów zmierzające w okienko bramki Amiki, z trudem obronił Szamotulski. Najlepszą okazję do strzelenia gola dla Polaru miał Arkadiusz Aleksander, ale główkował z 8 metrów tuż nad poprzeczką bramki gości. W odpowiedzi Amica wyprowadziła kontrę, którą na bramkę zamienił Król. Tuż przed zakończeniem spotkania wynik meczu na 4:0 dla pierwszoligowca ustalił, wprowadzony 4 minuty wcześniej, Karol Gregorek.

Po meczu powiedzieli:
Ryszard Urbanek (trener Polaru): – Wynik meczu uważam za sprawiedliwy. Dostaliśmy dzisiaj lekcję futbolu od czołowej drużyny I ligi. Mówiłem chłopakom przed meczem, że Amica wykorzysta nasz każdy, nawet najmniejszy, błąd i to się sprawdziło. W dzisiejszym spotkaniu było widać jaka różnica dzieli pierwszą od drugiej ligi.
Mirosław Jabłoński (trener Amiki): – Do przerwy Polar był równym dla nas przeciwnikiem. Wrocławianie grali całkiem dobrze. W II połowie górę wzięło nasze doświadczenie i ciut lepsze umiejętności. Cieszę się ze zwycięstwa, ale i z faktu, że nie straciliśmy bramki, co zdarzało nam się zbyt często w lidze.

Polar Wrocław – Amica Wronki 0:4 (0:1). Bramki: Dawidowski 2 (21,50), Król (65), Gregorek (89). Żk: Nakielski, R. Lis oraz Siara. Sędziował: A. Należnik (Katowice). Widzów: 400.
Polar: Hryńczuk – Lamberski, Nakielski, R. Lis – Garguła (65 Ozimina), Ignasiak, Żelasko, Augustyniak, Ogórek (76 Kuszyk) Aleksander (69 Bugaj), Narwojsz.
Amica: Szmotulski – Bosacki, Bieniuk, Bajor, Siara – Sobociński, Kukiełka, Dembiński (87 Gaca), Zienczuk – Król (81 Burkhardt), Dawidowski (85 Gregorek).

Autor artykułu: Artur Szkudlarek

Ułamek w Czechach

October 10th, 2001

Żużlowiec Atlasa Wrocław, Sebastian Ułamek, który po upadku w niedzielnym meczu Apator – Atlas obawiał się, że ma pękniętą kość śródstopia, w poniedziałek jeździł już w praskim Memoriale Tomiczka. Atlasowiec wywalczył na torze Marketa osiem punktów (3,2,1,0,2), co wystarczyło do zajęcia 7. miejsca. W biegu finałowym zwyciężył Jason Crump przed Bohumilem Brhelem, Antoninem Svabem i Lukasem Drymlem. 12. był Dariusz Fijałkowski (6 pkt.)

Autor artykułu: (WoK)

Srebrna Julia

October 10th, 2001

Doskonale spisały się, na międzynarodowych zawodach juniorek w Czechach, wrocławskie gimnastyczki. Podopieczne Marzeny Sakowicz po raz kolejny potwierdziły swoje wysokie umiejętności. Julia Nowacka zdobyła w wieloboju srebro, a jej klubowej koleżance – Annie Soberze zabrakło zaledwie 0,033 punktu, aby zająć miejsce premiowane medalem i ostatecznie zajęła ona czwartą pozycję.

Autor artykułu: (SŚW)

We właściwych rękach

October 10th, 2001

- Grota, lokal mieszczący się w piwnicach ząbkowickiego Ratusza, został w końcu właściwie zagospodarowany – twierdzili widzowie, którzy przyszli właśnie tam obejrzeć premierę widowiska teatralno-kabaretowego przygotowanego przez ząbkowicki Teatr Miejski.

Władze miasta przekazały lokal miejscowemu Stowarzyszeniu Artystów i Twórców Sztuki, któremu przewodniczy założycielka wspomnianego teatru, Józefa Grzęda.
– Do przedstawienia wybraliśmy teksty Havla, Haška, Mrożka i Osieckiej – powiedziała nam Józefa Grzęda.
Dzięki twórcom kultury lokal został wyremontowany, przygotowano ciekawą scenografię i teraz co jakiś czas będą odbywały się kolejne premiery.

Autor artykułu: (MASZ)

Najstarszy dzierżoniowianin

October 10th, 2001

Wincenty Surudo jest najstarszym mieszkańcem Dzierżoniowa. Liczy bowiem 101 lat. Urodził się 8 października 1900 roku w Chomucicach, były powiat oszmiański, woj. wileńskie.
W 1949 roku dzisiejszy jubilat został wywieziony wraz z rodziną na Syberię, gdzie mieszkał do 1956 roku. Potem przyjechał do Polski i zamieszkał w Międzyrzeczu (woj. zielonogórskie), później przeniósł się do Bielawy, a w latach siedemdziesiątych osiedlił się w Dzierżoniowie, gdzie mieszka do dziś.

Szacowny jubilat ma dwoje dzieci (syna i córkę), sześcioro wnucząt i tyleż prawnucząt. Z okazji swego niezwykłego jubileuszu serdeczniejsze życzenia Wincentemu Surudzie złożył burmistrz Dzierżoniowa, Marek Nowakowski.

Autor artykułu: (DT)

Punkt dla Anglików

October 10th, 2001

Pierwsza rozprawa przed sądem w sporze Heritage Int. Polska – władze miasta Wałbrzycha przyniosła pozytywne dla Anglików rozwiązanie. Sąd oddalił wniosek pełnomocnika miasta o złożenie przez spółkę Heritage kaucji na poczet kosztów sądowych. Rozprawę odroczono, gdyż nie było tłumacza przysięgłego.

Przypomnijmy. Jennifer Pejcinovic, wiceprezes angielskiej spółki Heritage International Polska (która wydzierżawiła część pomieszczeń w zamku Książ), została eksmitowana w maju przez władze miasta z zamkowych komnat. Jej zdaniem, eksmisja odbyła się bezprawnie i w sposób uwłaczający jej godności. Dlatego, m.in. w tej sprawie, złożyła pozew do sądu.
Jeszcze przed wczorajszą, pierwszą rozprawą, mecenas Wojciech Koncewicz, prawnik Urzędu Miejskiego w Wałbrzychu mówił: – Roszczenia pani Pejcinovic, jak i spółki, którą reprezentuje, są do początku urojone. Dziś sąd nie powinien rozstrzygać żadnych kwestii merytorycznych.
Spółka-cudzoziemiec?
Rzeczywiście, dziś sąd zajął się rozpatrzeniem wniosku strony pozwanej o wpłacenie przez spółkę Heritage Int. kaucji na poczet przyszłych (ewentualnych) kosztów sądowych. Prawnik urzędu domagał się tego, gdyż – jego zdaniem – „spółka jest cudzoziemcem, ponieważ cały majątek został wniesiony przez osoby nie będące obywatelami polskimi, w zarządzie spółki również zasiadają cudzoziemcy”.
- Jest to proceduralny wybieg, by jak najdłużej nie dopuścić do procesu – przekonywał sąd Zygmunt Iwaszkiewicz, pełnomocnik Heritage.
- Chcemy jak najszybszego zakończenia gorszącego procesu i pozbycia się problemu pani Pejcinovic – ripostował mecenas Koncewicz.
- Gdyby w Wielkiej Brytanii adwokat się tak zachował, zostałby wyproszony z sali – mówiła po zakończeniu rozprawy Jennifer Pejcinovic.
Bez zażalenia
Tymczasem sąd nie przychylił się do wniosku pełnomocnika władz miasta, postanowił: – Nie uwzględnić wniosku o złożenie kaucji, gdyż strona powodowa nie jest cudzoziemcem. HIP to spółka prawa handlowego zarejestrowana w Polsce i jest podmiotem polskiego prawa. fakt, że w jej zarządzie zasiadają cudzoziemcy niczego nie zmienia – powiedział sędzia Jerzy Szefrański.
Od tego postanowienia nie przysługuje złożenie zażalenia. Sąd nakazał jedynie wpłacenie przez Heritage zaliczki (tysiąc złotych) na poczet kosztów za tłumacza przysięgłego, gdyż przez jego nieobecność wczoraj nie mogła się odbyć dalsza część rozprawy. Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 6 listopada.

Pierwszy krok w przód
Nie tylko dziennikarze czekali długo na pierwszą rozprawę sądową w sporze Anglicy – gmina Wałbrzych. I doczekali się… Co prawda, nie zapadł wczoraj żaden wyrok, a cała sprawa może (i pewnie będzie) się jeszcze ciągnąć. Jest już jednak jeden krok do przodu, i to wcale nie na korzyść miasta, które cały czas stoi uparcie na stanowisku, że ma absolutną rację. Żądanie zasądzenia od angielskiej firmy pieniędzy na przyszłe (ewentualne) koszty procesu, to nic innego, jak założenie z góry przez władze Wałbrzycha, że wygrają tę sprawę i jednoczesne granie na zwłokę. Tymczasem to rolą sądu, a nie strony pozwanej (czyli miasta) jest dbanie o ściąganie kosztów procesu od przegranego. Być może jest to pierwszy sygnał ostrzegawczy dla władz Wałbrzycha, by nie wychodzić przed orkiestrę, a już tym bardziej przed niezawisły sąd.
Magdalena Sośnicka-Dzwonek

Miało być jak w bajce…
Podpisana przez władze Wałbrzycha umowa z brytyjską firmą Heritage International przewidywała, że w ciągu 4 lat na dwóch piętrach zamku Książ powstaną wspaniałe apartamenty dla gości hotelowych z całego świata. Najpierw Anglicy zapewniali, że część z nich powstanie do końca 1999 roku. Później, że przynajmniej 4 apartamenty będą gotowe do końca czerwca 2000. Dziś już istnieją, ale poziom ich wykonania jest – także według członków Komisji Rewizyjnej Rady Miejskiej Wałbrzycha – skandaliczny. Na początku 2001 r. Zarząd Miasta Wałbrzycha podjął decyzję o wszczęciu procedury rozwiązania umowy z Brytyjczykami. Powiadomiono o tym przedstawiciela FNTC – angielskiej firmy powierniczej, Philipa Broomheada. Jego wizyta w Wałbrzychu nie przyniosła jednak konkretnych rozwiązań. W maju Jennifer Pejcinovic została wyrzucona z siedziby firmy Heritage International Polska w zamku Książ. Złożyła pozew do sądu o nieprawną eksmisję.

Autor artykułu: Magdalena Sośnicka-Dzwonek

Zaskarży kolegów?

October 10th, 2001

Maciej Dobrzyński, przewodniczący zgorzeleckiej rady miejskiej ma zamiar pozwać do sądu zarząd miejski swojej partii. Ma pretensje, że ta skierowała zapytanie do partyjnej komisji etyki, czy też M. Dobrzyński zachowuje się godnie jako członek SLD.

Pytanie
Sprawa rozpatrywana była przez warszawską komisję etyki SLD wiosną tego roku. Wówczas to prasa lokalna i krajowa posądzała Macieja Dobrzyńskiego o kontakty z niejakim Zbigniewem M. ps. Carrington, domniemanym szefem miejscowej mafii oraz o to, że przewodniczący był w przeszłości karany. Uznano to za niebezpieczne dla SLD, tym bardziej, że M. Dobrzyński pełni w Zgorzelcu funkcję szefa samorządu lokalnego.

Bez odpowiedzi
Komisja etyki spotkała się raz i ustaliła kolejne posiedzenie. Jednak do drugiego nie doszło, gdyż na okres przedwyborczego boomu Maciej Dobrzyński zawiesił swoją działalność w SLD.
Przewodniczący rady miasta nie wypiera się kontaktów ze Zbigniewem M., ale twierdzi, że wówczas był on zwyczajnym mieszkańcem ziemi zgorzeleckiej. Nie był jeszcze o nic oskarżony.

Pozew?
Dlatego teraz szef zgorzeleckiej rady chce wytoczyć sprawę w sądzie cywilnym i karnym Zarządowi Miejskiemu SLD w Zgorzelcu, za rozpowszechnianie o nim krzywdzących informacji.
Członkowie SLD są zaskoczeni, że M. Dobrzyński dba bardziej o własny interes, niż o dobro partii, której wciąż jest członkiem.

Autor artykułu: Maciek Borowski

Gmina protestuje

October 10th, 2001

- Protestujemy przeciw takiemu rozwiązaniu – mówi burmistrz Bogatyni Gerard Świstulski o rządowym pomyśle 20 złotowej opłaty granicznej. – Wprowadzenie przepisu skutkowałoby załamaniem przygranicznego handlu i turystyki.

Zdaniem władz Bogatyni decyzja o wprowadzeniu opłaty wyjazdowej doprowadzi do likwidacji, a przynajmniej poważnego ograniczenia dotychczasowej współpracy. Może w niwecz obrócić plany powstania w tym rejonie międzynarodowej strefy ekonomicznej. Nadto, rządowy pomysł stawia pod znakiem zapytania założenia wspólnej edukacji i realizację nowych rozwiązań komunikacyjnych na terenie gminy (m.in. powstanie dwóch nowych przejść granicznych). Pieniądze na realizację pierwszej fazy tego projektu zostały wygospodarowane w przyszłorocznym budżecie gminy.
Ma być praca
Polsko-czesko- niemiecki projekt zakłada, że w rejonie Worka Żytawskiego do 2005 r. ma powstać kilkanaście zakładów produkcyjno-usługowych. Głównym źródłem utrzymania małych przedsiębiorstw ma być międzynarodowa współpraca. Tylko w tym pomyśle władze gminy upatrują powstanie 500 nowych miejsc pracy.

Autor artykułu: Ireneusz Pros